Nowiny Jeleniogórskie: Rodzinna Firma z Trutnova szykuje się na podbój Dolny Krzemowej i... Kosmosu

Ekstremalny test w ciemności Petr Sogel z dumą oprowadza po swojej nowej „fabryce obiadów”- gotowych dań. W pachnących farbą pomieszczeniach prezentuje kolejne urządzenia do przygotowywaniajedzenia. Tyle w nim pasji, że wystarczyłoby dla kilku innych osób. Tu stoi gigantyczny robot kuchenny, tu ogromne elektryczne patelnie i piekarniki. Wszystko nowe, błyszczące, sterylne. Ale temat miał być inny – jedzenie dla astronautów. Dobrze, ale nie sposób pominąć produkowanego w Trutnovie jedzenia bez konserwantów, które wytrzyma trzy lata, bo właśnie od tego cały ten „kosmiczny” projekt się rozpoczął.

Petr Sogel z synem Adamem. Na łyżeczce podawane jest „kosmiczne” danie „Space Menu 1” przypominające konsystencją czekoladowy budyń.

Petr Sogel, z wykształcenia architekt produkuje gotowe dania w plastikowych opakowaniach od 20 lat w swojej firmie Expres Menu. Głównie chodzi o tradycyjne dania oparte na starych przepisach jego mamy i babci, na przykład „Karkonoska pychota” z jeleniego mięsa. Szczegółowo opisuje i prezentuje technologię produkcji gotowych dań, która pozwala później na składowanie woreczków z jedzeniem w temperaturze nawet do 30 stopni Celsjusza, nawet do trzech lat. Jedzenie, jak znalazł, na wyprawy łowieckie lub ekstremalne sportowe przygody, bo wystarczy włożyć woreczek z gulaszem do gorącej wody i danie gotowe. Albo na urlop do ulubionej przez Czechów Chorwacji. Dawne urlopy w Chorwacji, kiedy nie było nas (Czechów i Polaków) stać na tamtejsze restauracje mogą mieć w tym przypadku znaczenie. Czeskie (czechosłowackie) panie domu, przygotowując rodzinę na urlop nad morze, gotowały gulasze i inne dania a gotowe porcje sterylizowały w słoikach, by dłużej wytrzymały. I na tym właśnie, ogólnie, polega technologia pana Sogela – ugotować, poporcjować do opakowań, ponownie rozgrzać i szybko schłodzić. Rzecz jasna np. gulasz i ryż osobno, no bo jak połączone wyglądałoby na talerzu?

Dwa w jednym
Okazało się, że są wyjątkowi konsumenci, dla których kwestia estetyki jest na ostatnim miejscu, ważne, aby jedzenie dawało siłę i pozbawiało uczucia głodu, dlatego gulasz może być zmieszany z ryżem już w opakowaniu. I właśnie z taką koncepcją przyszedł syn Adam Sogel do ojca Petra Sogela. Adam Sogel, z wykształcenia specjalista wzornictwa przemysłowego, z praktyki doradca żywieniowy, z zamiłowania alpinista przyszedł z pomysłem, by jedzenie nie tyle miało formę, szczególnie tą tradycyjną na talerzu, ale głównie treść, dobrej jakości kalorie. Zmieszanie przykładowego gulaszu z ryżem było jedynie początkiem szerszego projektu. – Adam przekonywał, że na przykład miłośnikom wspinaczek górskich, w trakcie uprawiania tej dyscypliny, estetyka dania jest obojętna, ważne, by dało się zjeść choćby wisząc na skale – mówi Petr Sogel. Idąc tą ścieżką Adam Sogel poszukiwał optymalnego wariantu pokarmu dla sportowców i innych, których głównym zajęciem jest nie tyle całodzienne siedzenie przy komputerze, co kreatywność, innowacje, ogólnie – myślenie.

Syrop z cykorii
- Praca ludzi się zmienia, zatem i jedzenie winno być adekwatne. Dawniej ludzie więcej pracowali fizycznie, dziś głową. Chodziło nam o to, by wyprodukować takiego rodzaju żywność, która nie obciążałaby organizmu procesem trawienia, jak to jest przy tradycyjnym jedzeniu – mówi Adam Sogel.
Metodą prób i błędów powstało pięć głównych „dań”, pięć produktów z nowego „kosmicznego menu”, odpowiedniego dla sportowców, osób aktywnie pracujących umysłowo, a także astronautów. Pokarmy przetworzone, jak nam przekazano, najkrótszą drogą, szczególnie bez długiej termicznej obróbki mają za zadanie pobudzać mózg, regenerować siły, zbijać stres i napięcie, wreszcie relaksować. Nie zdradzono nam przepisów na „kosmiczne” dania, wiadomo jednak, że jedzenie w postaci past oparte jest na bazie między innymi: awokado, mleka migdałowego, nasion chia, syropu z cykorii, masła kakaowego, w różnych wariantach. Wszystkie produkty są wegańskie, nie zawierają zwierzęcego białka.
Kosmiczne Menu 1” (Space menu 1) to srebrna saszetka z plastikową nakrętką. Wewnątrz energetyczna zawartość do zjedzenia, brązowa masa przypominająca konsystencją czekoladowy budyń o mało wyraźnym smaku. Niepozorne to jedzenie, ale podobno wystarczy za cały obiad a po konsumpcji nie ma uczucia znużenia, wręcz przeciwnie i o to głównie chodzi. Autorzy podkreślają, że „danie” powoduje, by tak rzec, mało odpadu.
Saszetki są na razie w formie roboczej, tylko srebrne. Właśnie ogłoszono konkurs na graficzne opracowanie opakowań.

Jedzenie w ciemnościach
Petr Sogel, jako jeden z pierwszych przetestował na sobie wszystkich pięć rodzajów past, zrobił to w ekstremalnych warunkach łącząc nowe jedzenie z absolutną zmianą trybu życia – dał się zamknąć w ciemnym pokoju na całych siedem dni, bez światła, bez telewizji, w ogóle bez dźwięków, bez żadnych zewnętrznych bodźców. Przeszedł tzw. „terapię ciemnością”.
- Spokojnie. Gdybym się źle poczuł, był tam zamontowany system alarmowy, ale nie musiałem z niego korzystać – Petr Sogel, ponownie z wielkim entuzjazmem i pasją opowiada, czego doświadczył podczas siedmiu dni w ciemności. Jego opowieści można słuchać godzinami, szczególnie, gdy znajdziemy podobieństwa do poszukiwania buddyjskiego stanu nirwany, bezwzględnego stracenia poczucia rzeczywistości.
- Okazało się, że na trzeci dzień w zupełnych ciemnościach otworzyło się moje „trzecie oko”, zacząłem widzieć, ale inaczej, w każdym razie nie potykałem się o żadne przedmioty w pomieszczeniu. Zyskałem szósty zmysł można powiedzieć – opowiada właściciel fabryki dań gotowych. Petr Sogel twierdzi, że na co dzień nie postrzegamy własnego ciała. W ciemności jest zupełnie inaczej, słyszał własne serce, oddech, wręcz krew krążącą w żyłach. Mógł wglądnąć niejako do własnego ciała. To na początek, bo potem było jeszcze bardziej ekscytująco a dotykało myślenia, właściwie innego stanu myśli, bardziej twórczej, innowacyjnej... Ale to osobna historia, która prawdopodobnie doczeka się własnego opracowania w postaci książki. Petr Sogel właśnie nad tym pracuje. Dość powiedzieć, że po siedmiu dniach, po ujrzeniu pierwszego promienia światła musiał od nowa nauczyć się normalnie chodzić, bo światło wręcz krępowało jego ruchy.
Jedynym jego jedzeniem w tym czasie były „kosmiczne” saszetki. Spełniły należycie swoją rolę, bo schudł jedynie 1,5 kilograma, chociaż nie o dietę odchudzającą w tym eksperymencie chodziło.

Saszetki dla kreatywnych
Adam Sogel planuje zawojować swoimi saszetkami Dolinę Krzemową w Stanach Zjednoczonych, na początek. Dlaczego właśnie tam zamierza rozpocząć walkę o rynek? – Bo tam większość pracuje głową, są kreatywni, innowacyjni i nie mają specjalnie czasu na jedzenie, na tradycyjne jedzenie – twierdzi doradca żywieniowy. Do tego można przypuszczać, że pracownicy Doliny Krzemowej sami są otwarci na innowacje innych. A to okaże się po efektach „zrzutki” na energetyczne saszetki. Adam Sogel pomyślność całego projektu opiera bowiem na metodzie crowdfunding’u, zatem finansowania społecznościowego - przyszli konsumenci sami sfinansują produkcję pierwszych partii „kosmicznego” jedzenia. Dla przykładu i przybliżenia metody przytoczmy polski portal „Polak potrafi”, gdzie autorzy, pomysłodawcy swojego projektu – marzenia zbierają pieniądze na jego realizację wśród internautów. Zawsze potrzebne jest konkretne i proste przedstawienie pomysłu w formie filmiku. Tak było na przykład ze znanym już z łam „NJ” Adamem Tumińskim z Lubawki, który zbierał finanse na produkcję sprytnych zamków błyskawicznych, które zastępowałyby w butach sznurówki. I tak właśnie będzie ze „Space menu”, tyle że z pomocą amerykańskich internautów.
- Chodzi o zaprezentowanie pewnej historii – opowieści. Pracujemy nad kilkuminutowym filmem, który zaprezentuje nasze produkty – mówi Adam Sogel. Będzie to całościowa kampania marketingowa przy współpracy dwóch czeskich firm, które pomagają rodzimym firmom w przebiciu się na zagraniczne rynki – Czech Trade i Czech Invest. Jak mówią panowie Sogel projekt „Space menu” wydał im się bardzo interesujący. Amerykańska kampania rozpocznie się w czerwcu. Od jej efektów zależy, czy jedzeniem w saszetkach zainteresuje się np. NASA, agencja rządowa USA odpowiedzialna za loty kosmiczne. Autorzy właśnie na to liczą.
W nowej fabryce dań „Express Menu” w Trutnovie już jest gotowe przestronne pomieszczenie do produkcji „kosmicznego menu”. Już wiadomo, że linię produkcyjną będzie obsługiwał tylko jeden człowiek.
Zamiast kotleta, sztućców i talerzy
Srebrne saszetki z odżywczą zawartością są, jakby na to nie patrzeć, absolutnym zaprzeczeniem wszystkich poradników kulinarnych, drukowanych i na wizji. Jest to zaprzeczenie wręcz całej kultury związanej z jedzeniem, nie tylko masy programów kulinarnych, ale sposobu życia, sztuki kulinarnej w całości, smaków i zapachów, gromadzącej ludzi w jednym pomieszczeniu: salono-kuchni. Ostatecznie (teoretycznie) właśnie w tym celu wymyślono pokój dzienny połączony z kuchnią, aby wszyscy domownicy i goście mogli pobyć razem przy gotowaniu, jedzeniu i smakowaniu.
– Nie chcemy rozbijać tego typu więzi. Nasza propozycja jest jedynie alternatywą dla tradycyjnego jedzenia – mówią skromnie Petr i Adam Sogel.


Marlena Kovařík
FOT. Marlena Kovařík

Pełny artykuł tutaj.

 

 

Ta strona internetowa wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług, personalizacji reklam i analizowania ruchu na stronie. Korzystając z tej strony zgadzasz się na ich użycie. Dalsze informacje